sobota, 13 kwietnia 2013

11. Small World

Nigdy jakoś specjalnie nie przepadałam za fantastyką, nie ekscytowałam się Władcą Pierścieni (9 lat temu zaczęłam oglądać trzecią część i po dziś dzień nie skończyłam:P), nie czytałam Hobbita ( choć tę ostatnią kwestię planuję w bliżej nieokreślonej przyszłości zmienić:)).

Dlatego też, gdy po otworzeniu pudełka ze Small World zobaczyłam jakieś Krasnoludy, Elfy, Czarodziejów, Amazonki, Ghule (co to w ogóle jest???) i masę innych, dziwnych stworków, moja pierwsza myśl raczej nie wyrażała aprobaty. Ale ok, "dajmy jej (grze) szansę."

I cóż się okazało? A no okazało się, że gra jest wyśmienita. Na początku następuje losowanie różnych ras (czyli tych stworków wszelakich), z których każda ma jakąś swoistą właściwość (np. jest nieśmiertelna, albo może być aktywna po unicestwieniu, albo lata), ale dodatkowo otrzymuje zdolności specjalne (też się je losuje). Co ważne, nie ma zdolności przypisanych na stałe, tak że w każdej grze mogą wystąpić przeróżne kombinacje - mamy 14 ras i 20 zdolności specjalnych. 

rasa Elfów ze znacznikami, uśmiercone Trytony i moja kasa:)
 No dobrze, ale o co chodzi z tymi rasami? Rasy podbijają świat. W grze mamy planszę z różnymi obszarami - pola, lasy i inne. Wygląda to trochę jak osadnicy Catanu. Każdy gracz otrzymuje też znaczniki swojej rasy i jego zadaniem jest rozłożenie ich wszystkich na planszy w ilości potrzebnej do zdobycia danego terenu. Zazwyczaj zdobycie niezasiedlonego terenu kosztuje dwa znaczniki, jeśli jest tam jakaś przeszkoda to trzy, a jeśli leży tam już znacznik lub znaczniki rasy przeciwnika to dodatkowo równowartość ilości tych znaczników. Jeśli na samym końcu brakuje nam znaczników do zajęcia jakiegoś terenu, możemy zawalczyć o niego rzucając kostką z oczkami 0-3, które odpowiadają ilości znaczników, które dostajemy "na niby". Rasy napadają na siebie nawzajem, zbierają dodatkowe profity w zależności od tego, kim są. Swoją rasę można uśmiercić w dowolnym momencie i wziąć następną wolną, albo kupić wybraną z dostępnych - obie opcje kosztem utraty kolejki. W każdej rundzie za znaczniki swoich ras rozmieszczone na planszy otrzymujemy punkty (również za te rasy, którymi już nie gramy, ale które jeszcze się ostały na planszy, w sensie nikt ich nie wymordował). Gramy dziesięć tur (Znacznik korony przesuwa się co turę po planszy). Następnie podliczamy punkty.

Oto i nasz small world. Jeszcze wszystkie moje Trytony żyją :)
Zasady nie są skomplikowane, jedyną trudnością dla początkujących jest połapanie się we właściwościach każdej rasy i właściwościach specjalnych. Na szczęście w pudełku dla każdego gracza jest plansza z opisami. Gra przewidziana jest dla 2-5 graczy, przy czym ma kilka wariantów planszy, tak aby niezależnie od ilości osób gra była na podobnym poziomie trudności i trwała mniej więcej tyle samo czasu ( ok 1,5 h). Podoba mi się bogactwo tych wszystkich postaci i ich cech, przez to wydaje mi się, że gra się szybko nie znudzi. Do tego ładna, klimatyczna grafika.

Uwag w zasadzie nie mam, tzn. nie mam po pierwszej rozgrywce, bo, jak to zazwyczaj bywa, po którymś razie dostrzegam jakieś minusy. Albo plusy, jeśli gra się początkowo nie podobała:) To, co piszę na blogu zawsze jest pierwszym wrażeniem (ewentualnie wrażeniem po 2-3 rozgrywkach) i już teraz widzę, że gdybym o grach wymienionych we wcześniejszych postach miała napisać jeszcze raz, to w niektórych przypadkach te notki byłyby inne. Ale niech zostaną, pośmieję się, gdy będę już geekiem :D (żarcik:P)






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza